Nie martw się, w tym wpisie nie będę namawiał Cię do odbierania spamu i klikania w linki po 0,01 centa. Powiem nawet więcej – do niczego nie chcę Cię namawiać ;)
Wiele osób pyta mnie często, czy w internecie da się zarobić, prowadząc własną, prywatną stronę lub bloga – przy założeniu, że jest to oczywiście stronka typowo hobbystyczna, a nie gigantyczny portal współtworzony przez dziesiątki ludzi.
Odpowiedź na to pytanie jest oczywista – tak, da się to zrobić – pytanie tylko jak?
Możemy wyróżnić co najmniej kilka metod na dorabianie na stronie internetowej, czy też nawet na uczynienie z niej naszego głównego źródła dochodu.
1. Reklama kontekstowa
No tak… podpunkt obowiązkowy na niemal każdej stronie jaką spotkasz w necie. Zasada działania jest prosta – instalujesz darmowego CMS’a, wrzucasz jakiegoś Adsense, wklepujesz trochę contentu, zapominasz, a po kilku latach dostajesz swoją pierwszą wypłatę, którą chwalisz się na prawo i lewo ;)
Oczywiście nie musi to tak wyglądać, a nawet życzę Ci, aby tak nie wyglądało… ludzie prowadzący serwisy internetowe tylko dla reklamy i czekający, aż łaskawie ktoś kliknie w sprytnie zakamuflowane linki Googla, zwykle nie zarabiają wiele.
Podczas przeglądania internetu mogłeś natknąć się np. na forum www.pozycjonowanie.pl, na którym ludzie chwalą się zarobkami rzędu 50-100$ dziennie(!) z Adsense. Naturalnie takie wyniki są możliwe i całkiem realne do osiągnięcia – jednak pamiętaj, ze wynik ten wymaga przynajmniej jednej z dwóch rzeczy – pracy lub zasięgu.
Możesz siedzieć dniami i nocami, pisząc artykuły na swój malutki portal i w ten sposób dojdziesz do zarobków jakie Cię interesują. Możesz jednak skorzystać z drugiej opcji i założyć np. sieć 10-20 malutkich, średnio często aktualizowanych blogów, który każdy zarabia po kilka dolarów dziennie.
Policzmy sobie: 20 blogów, każdy daje nam dolara dziennie, mamy więc 20$ zysku na dzień. Przy zaokrągleniu ceny dolara do 3zł otrzymujemy około 60zł zysku dziennego, co przekłada się na około 1800zł zysku na miesiąc – dla niektórych jest to suma jaką dostaje się, siedząc przez 8h dziennie, przez cały miesiąc za biurkiem, lub np. ganiając z tacką między stolikami i zbierając napiwki. Jakby na to nie patrzeć – opłaca się ;-)
Porzućmy jednak tematykę Adsense, bo na tym świat się nie kończy.
W Polsce do wyboru mamy jeszcze sieci reklam kontekstowych takich jak np. OnetBoxy, czy Interiowy Adsearch – niestety muszę was zmartwić, opłata za klika w tych systemach nie może się równać z tym, co oferuje AdSense.
2. Programy partnerskie
Wspomniane w tytule programy partnerskie, to nic innego, jak zarabianie przez polecanie danej usługi/towaru. Nie martw się, nie ma to wiele wspólnego (a przynajmniej nie powinno mieć) z akwizytorami chodzącymi po domach i pragnącymi za wszelką cenę wepchnąć Ci nowy odkurzacz z setką końcówek, czy masażer do stóp w cenie większej kilka razy od sklepowej.
Programy partnerskie możemy podzielić na kilka grup.
- Płacące za Uniq Visitora – czyli za sprowadzenie na ich stronę unikalnego czytelnika, czyli takiego, który nigdy wcześniej tej strony nie widział – (weryfikacja na podstawie cookies). To jedna z najpewniejszych form zarobku, ze względu na fakt, że opłata za „Visitora” naliczana jest niezależnie od tego, czy kupi on coś, czy jedynie zobaczy co zawiera strona. Niestety to co łatwe i przyjemne, niekoniecznie oznacza też ‘zyskowne’. Zysk za klika waha się zwykle w przedziale od 1 do 30 groszy.
- Płacące za kontakt – z tej metody najczęściej korzystają banki, oraz wszelkiego rodzaju instytucje sprzedające ubezpieczenia i polisy na życie. Płacą oni np. za to, że ktoś wejdzie na stronę banku i wypełni formularz, podając tam swój numer telefonu. Jeśli konsultant banku zadzwoni do takiej osoby i porozmawia z nią kilka minut, dostaniemy za to wynagrodzenie. Podobnie jak w przypadku zarabiania na klikach, tak i tutaj, nasz ‘nagoniony klient’ nie musi niczego kupować, a my i tak dostaniemy naszą nagrodę za polecenie go. W tym jednak przypadku, zapłata za kontakt to suma nieco innej wagi, mieszcząca się zwykle w granicach od 10 do 150zł (co przy 1-30gr za klika robi różnicę).
- Płacące za sprzedaż – jak sama nazwa wskazuje, w tego rodzaju programach zarobimy jedynie wtedy, gdy coś sprzedamy. To ile zarobimy, zwykle zależy od tego co sprzedamy. Nasz zysk nie jest więc opłatą stałą, lecz stanowi przeważnie procent od wartości zakupów naszego poleconego klienta. Zwykle prowizja od sprzedaży wynosi od 1 do 40% wartości netto zakupionych produktów.
3. Płatny dostęp do serwisu
Wbrew pozorom, jeśli nie prowadzisz serwisu z contentem tylko dla dorosłych, wcale nie musisz pomijać tego punktu ;)
Mały portal specjalistyczny także może zacząć zarabiać na sprzedaży płatnego dostępu do swoich zasobów. Jedyne co musisz zrobić, to znaleźć odpowiednią niszę czytelników, którzy zechcą płacić za tą wiedzę. Jako dobry przykład możesz wziąć sobie dawną formę serwisu CNEB.pl. Jego autor (Piotr Majewski) publikował w tym serwisie teksty dla aktualnych i przyszłych właścicieli e-biznesów, a następnie udostępniał za darmo drobne fragmenty wszystkich artykułów, żądając pewnej opłaty za dostęp do pełnej treści. Grupą docelową autora byli biznesmeni (a więc ludzie zdecydowanie mający kasę). Ty również możesz tak zrobić, znajdując własną niszę.
4. Sprzedaż linków
Linki pozycjonerskie to dość gorący temat – głównie ze względu na jego ‘potencjalną nielegalność’. Nie mówie tutaj o łamaniu prawa, a raczej o łamaniu regulaminu wyszukiwarki Google. Jak wiesz (albo i nie?) pozycja w wyszukiwarkach nie zależy już od tego co wpiszesz w metatagach, czy ukrytym tekście na stronie, lecz w głównej mierze od tego, ile linków prowadzących do Twojego serwisu zaindeksowało Google. Im więcej jest tych linków tym lepiej – jeśli chce się ich mieć naprawdę dużo, a nie chce się przy tym szczególnie napracować, zawsze można te linki kupić. W tej transakcji Ty występował będziesz jako ich sprzedawca.
Chcąc sprzedawać linki, musisz wiedzieć, że Twojego potencjalnego klienta nie będzie obchodziła oglądalność Twojego serwisu (a więc jest to dobra metoda zarobku dla nowych serwisów), lecz ilość jego zaindeksowanych podstron, oraz to, jaki wskaźnik PR (Page Rank) posiada strona główna Twojego serwisu. Im większe są obie liczby, tym większą cenę jednostkową za linka jesteś w stanie wynegocjować.
Uwaga: Jeśli ilość zaindeksowanych podstron Twojego serwisu jest mniejsza niż 50, a PageRank strony głównej nie przekroczył jeszcze liczby „2″, nie powinieneś według mnie jeszcze bawić się w sprzedaż linków – po prostu nie znajdziesz na to klienta.
5. Płatny mailing
Aktualnie zapotrzebowanie na dobrze targetowany mailing jest duże – można więc na tym zarobić. Czym jest mailing targetowany? to taka forma wysyłania listów elektronicznych, które trafiają do dobrze wyselekcjonowanych odbiorców, czyli np. do konkretnych grup społecznych, przedziałów wiekowych, zawodów itp.
Najprostszy sposób na rozpoczęcie zarabiania na tego rodzaju działalności, to założenie własnego newslettera. Pamiętaj tylko, aby to co rozsyłasz nie nosiło znamion spamu – ludzie nie zapisują się do Twojej bazy, aby dostawać informacje o lekach zza oceanu, lecz, aby czytać informację które im obiecałeś!
Zakończenie ;)
Postarałem się przedstawić Ci pięć najpopularniejszych metod zarabiania na blogu i małej stronie internetowej – mam nadzieję, że niebawem wprowadzisz tę wiedzę w życie.


Jak napisałeś, „linki pozycjonerskie” to gorący temat; choć może nie jest nielegalne, to osobiście nazwałbym to działalnością na szkodę społeczeństwa. Z własnych obserwacji wnioskuję, że wyszukując zwłaszcza nietypowe (specjalistyczne, słabo zindeksowane) treści traci się sporo czasu, żeby przegryźć się przez strony serwujące ogromne ilości reklam i zero przydatnych zasobów. A oprócz przegryzania się przez zawartość takiego serwisu zużywa się też czas (na transfer, wiwat dostęp mobilny…), ewentualne limity (znów: dostęp mobilny) i zasoby systemu (strony przeładowane flashami i popupami). A tak prawdę mówiąc, to strony serwujące treść mającą faktyczną wartość dla odwiedzającego zwykle nie wymagają wielkiego pozycjonowania – zwłaszcza w czasach Web 2.0 (w Polsce szczególnie Wykopu i blogosfery).
Takie bezwartościowe strony (polecam próby wyszukiwania sterowników do czegokolwiek, zwłaszcza do drukarek albo starszych laptopów) są wysoko w Google przez celowe manipulowanie PageRankiem – dlatego warto przemyśleć dobrze kwestie etyczne tego typu biznesu :).
Pozdrawiam,
TeMPOraL.
Witam serdecznie!
Mimo, że już posiadam pewne doświadczeni w zarabianiu na własnychn stronach internetowych, artykuł jest bardzo ciekawy i po jego przeczytaniu każdy coś wyniesie.
Należy jeszcze dodać jedną ciekawą rzecz – mianowicie zarabianie na downloadzie. Nie mam tutaj na myśli płatnego dostępu do ściągniętych plików, nie mam też na myśli serwisów typu sharecash gdzie pobranie jst darmowe pod warnkiem wypełnienia ankiety (bo delikatnie mówiąc, nie za ankietę tutaj się wynagradza…). Mam tuaj na myśli serwis typu Hotfile – ogromny konkurent dla rapidshare, płaci za 1000 pobrań określoną sumę oraz 5% za każdy zakup dostępu do konta premium z przekierowującego linka. Warto się nad tym zastanowić dla kogoś kto ma do zaoferowania ciekawą treść na blogu. Osobiście na swojej stronie mam zamiar umieścić artykuł nieco bardziej szczegółowo poruszający ten temat i sam chcę wprowadzić bazę danych darmowych e-booków do ściągnięcia z mojej strony.
Pozdrawiam i życzę sukcesów
Frątczak Michał
właściciel serwisu e-busines.info.pl